Maksymilian Maria Kolbe

Prawdziwa miłość czuje szczęście w cierpieniu dla osoby umiłowanej. Stąd nic dziwnego, że święci znajdowali swój raj tu na ziemi nie w rozkoszach, honorach i bogactwach, ale w ubóstwie, poniżeniach i cierpieniu dla miłości Bożej.


Św. Franciszek Seraficki opuszcza bogaty dom rodzinny, by stać się dobrowolnie ubogim. Św. Teresa z Avila mawiała: "albo cierpieć, albo umrzeć", bo nie widziała sensu w życiu bez cierpienia dla miłości Bożej. A św. Magdalena de Pazzi mawiała w uniesieniu miłości ku Bogu: "cierpieć, a nie umrzeć".

Oto jaką siłę i pociechę duszy daje Bóg tym, co dla Jego miłości nie wahają się pójść w ślady Jezusa ukrzyżowanego i ukrzyżować swoje skłonności przepisami Jego religii. - I Pan Jezus wyraźnie uczył: "Jarzmo moje słodkie, a brzemię moje lekkie" [Mt 11,30], zachęcając dusze bojaźliwe do wzięcia na siebie jarzma i brzemienia Jego religii.

 

Maksymilian Maria Kolbe urodził się w Zduńskiej Woli w roku 1894.
Wstąpił do zakonu franciszkanów i w roku 1918 otrzymał święcenia kapłańskie. Gorliwy czciciel Matki Bożej założył stowarzyszenie "Milicja Maryi Niepokalanej" i powołał do życia wydawnictwo w Polsce i w Japonii. W roku 1941 został osadzony w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu ( więzień nr 16670), gdzie dawał wszystkim przykład cierpliwości. Dobrowolnie przyjął śmierć w bunkrze głodowym zamiast innego więźnia. Umarł 14 sierpnia 1941 roku, dobity zastrzykiem.

„Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci”. Św. Jan, bezpośredni świadek miłości Chrystusa, dziś powtarza tobie i mnie te słowa. Nasz Pan oddał życie na krzyżu, by nas zbawić okazując bezmiar swej miłości, albowiem nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.


Św. Maksymilian Kolbe, którego święto 14 sierpnia obchodzimy, jest świadkiem tej miłości, która dochodzi do granicy oddania własnego życia. Oświęcim był ołtarzem jego ofiary. To miejsce przypomina nam, czego może dokonać nienawiść człowieka, gdy się oddala od Stwórcy, jednak również Oświęcim pokazuje, dokąd może dojść miłość bliźniego, gdy opiera się na miłości Bożej.


W wieku dwunastu lat dorastającemu Rajmundowi - później w zakonie Maksymilianowi - ukazała się Najśw. Maryja Panna, trzymająca w rękach dwie korony: białą i czerwoną. Zapytała chłopca, czy chce je przyjąć, a równocześnie dała mu do zrozumienia, że korona biała oznacza czystość, a czerwona męczeństwo. "Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i znikła". Ideały młodego niespokojnego serca, z łaską Bożą, stały się rzeczywistością. Wiara i uczynki całego życia Ojca Maksymiliana wskazują na to, że swoją współpracę z Bożą łaską pojmował jako wojowanie, militia, pod znakiem Niepokalanego Poczęcia. Rys Maryjny jest w życiu i świętości Ojca Kolbego szczególnie wyrazisty. Tym znamieniem naznaczył też całe swoje apostołstwo, zarówno w Ojczyźnie jak i na Misjach.
O ostatnich dniach Ojca Maksymiliana wiemy, że starał się pokrzepiać współtowarzyszy strasznej śmierci głodowej, na którą zostali skazani. Kiedy przychodzono wynosić trupy, najczęściej stał albo klęczał, modlił się albo intonował pieśń religijną podejmowaną przez współtowarzyszy męki. Czternastego dnia, w wigilię Wniebowzięcia padł rozkaz dobicia tych, co jeszcze żyli. Asystent śmierci uzbrojony w strzykawkę z fenolem wszedł do półmroku bunkra. Ujrzał trzy cienie ludzkie, które konały na cemencie, i jeden wysuszony kształt skulony przy ścianie. To był Kolbe u kresu swej męki. Podszedł do niego i strzykawka dokonała swego dzieła.

"Tak umarł Maksymilian Kolbe, a wraz z nim przeczyste dziecko, które bezgranicznie ukochało Niepokalaną; tak umarł młody kapłan, który w swoim notesie zapisał postanowienie poświęcenia się bliźnim aż po najwyższą ofiarę; tak umarł więzień, który w dzień Wniebowzięcia był już tylko popiołem w paszczy krematorium; a dokonało się to w milczeniu i opuszczeniu życia, z którego pozostała tylko miłość".


Ufajmy, pamiętajmy, że "Niepokalana" daje każdemu takie i tyle łaskile i jakich mu potrzeba.